archiwum

Aktualności

MUZYCZNA WARMIA I MAZURY – recenzja CD

Ze składankami bywa różnie, najczęściej albo są niespójne (jeśli akurat nie są monotematyczne), albo na kilkanaście zawartych na nich utworów zaledwie kilka jest czegoś wartych. W przypadku tego wydawnictwa jest naprawdę nieźle. Biorąc pod uwagę dużą różnorodność stylistyczną zawartego tu materiału, słucha się tego całkiem przyjemnie, nie odczuwając za bardzo braku spójności.


Płytę otwiera olsztyński The Lollipops z utworem „Long Way Home” i jest to świetny wybór na początek. Mocne garażowe gitary, prosty rytm perkusyjny i śpiewająca jakby od niechcenia wokalistka – wszystko to składa się na bardzo przyjemny kawałek alternatywnego rocka. Jest to jeden z moich faworytów na tym krążku. Drugi w kolejności AppleMint to punk muzycznie bliski brytyjskiej szkole takiego grania - choć może takie odczucia wynikają z dość mocno przytłumionego brzmienia. W każdym razie „Fuck School Go Skate” z pewnością nadaje się na dobre koncertowe pogo. C7 Band w utworze „Moment” prezentują blues rockowe dźwięki bliskie latom 70-tym. Całkiem zresztą sprawnie im to wychodzi. Szczególnie pozytywne wrażenie robi zwolnienie w drugiej połowie utworu okraszone przyjemną solówką. Jedną z ciekawszych rzeczy jest Deep In Calm – to stonowana, dosyć nostalgiczna elektronika, klimatem kojarzyć się może z niektórymi rzeczami Schillera, bardzo nastrojowe granie. eeLTown to dosyć przyzwoity rock. Niczym specjalnym się nie wyróżnia, choć melodia gitarowa w zwrotce jest całkiem niezła.

 

Pochodzący z Szczytna Exanimis rozpoczyna się spokojnym klawiszowym motywem, do którego dochodzi bardzo delikatny damski wokal. Kiedy pojawiają się gitary i sekcja rytmiczna, robi się już trochę metalowo. Z tym, że to metal bliższy rzeczom pokroju Nightwish (choć to zdecydowanie nie ten poziom) czy Edenbridge, wszystko to jednak z mniejszym rozmachem. Factory Of Sound to kawał mrocznej, intensywnej i zakręconej elektroniki, najprostsze skojarzenia to The Prodigy, choć to dosyć ogólnikowy trop. Jakby jednak nie było, jedna z ciekawszych rzeczy. Five Of Green to u nas już wszyscy znają. Tu mamy utwór „Look Around”, czyli spokojną, nastrojową balladę z gitarą akustyczną i charakterystycznymi dla kapeli chórkami – trochę gdzieś to może podchodzi pod ostatnie nagrania Green Day. FSN (Fusion) to kolejna bardzo interesująca pozycja. Miarowa perkusja, do której zaraz dochodzą niepokojące dźwięki pianina i gitary. Jest w tym jakiś smutek, niepokój. Trochę ciężko się oswoić z przyjętą tu koncepcją wokalną – czymś pomiędzy rapem a melodeklamacją. Po kilku razach jednak można się przyzwyczaić. Generalnie mocno hipnotyzujący utwór.

 

„W Zgiełku Świata” grupy Graf Hotel otwiera bardzo fajny riff, taki nieco sabbatowski. Reszta utworu utrzymana jest w klimacie reggae, choć tym bardziej nostalgicznym niż pogodnie bujającym.Hyperial to kawał brutalnego i precyzyjnego grania. Death metal z aspiracjami do bycia czymś ambitniejszym niż zwykła młócka. Ciekawie użyte klawisze, dużo zmian tempa, połamane riffy i potężny growl wspierany wrzaskami. Popcore to formacja z Ostródy znana tym, którzy oglądali MTV Rockuje – którego zostali zwycięzcami. Nazwa wiele mówi, niemal popowe melodie osadzone w dosyć mocnym gitarowym korpusie mogą się podobać. Dla mnie jednak za dużo w tym tych popowych naleciałości. Sandaless to dosyć klasyczne rockowe granie, mocne gitary i nieco jak dla mnie zbyt na siłę śpiewający wokalista. Przedostatni na płycie T-Box to ponoć punkowy zespół, ale do klasycznego punka takiego choćby jak wcześniejszy AppleMint jest im daleko. Tu mamy muzykę nieco bardziej rozbudowaną, bliższą mocnemu rockowemu graniu z damskim wokalem, znanemu choćby z nagrań Milczenia Owiec.

 

Ostatni na płycie zespół, TRANSkabel mimo średnio ciekawej nazwy jest moim zdecydowanym faworytem. Niesamowicie dojrzały utwór „Nienawiść” bardzo mocno zalatuję klimatem nagrań Republiki, tak pod względem muzyki – choć tu jest bardziej organicznie niż syntetycznie – jak przede wszystkim z powodu sposobu śpiewania wokalisty Piotra Kozłowskiego. Do tego dochodzi bardzo ciekawy tekst, pełen obaw, lęku a przy tym z ukrytą gdzieś tam pod tym wszystkim nadzieją. Świetna rzecz na zwieńczenie.

 

Zostawiłem sobie jeszcze na koniec dwie rzeczy, które mi osobiście kompletnie nie podeszły. Pierwsza z nich to kapela Druga Zmiana grająca nieznośną dla mnie muzykę, która przypadłaby do gustu może moim dziadkom, może rodzicom, gdyby byli starsi. Nie wiem, ja to widzę bardziej na weselach bądź w Disco Relax. Druga ciężko strawna dla mnie pozycja to trio HybaTy. We wkładce napisane jest, że to zespół pop rockowy. Użycie gitary w podkładzie nie uprawnia jeszcze do nadużywania słowa rock. Wyobraźcie sobie nowe dokonania Agnieszki Chylińskiej, tyle tylko, że jeszcze bardziej taneczne, z męskim wokalem, co czyni to też bardziej discopolowe. To taka muzyka boysbandowa, zresztą taki też jest tekst. A już kompletnym nieporozumieniem jest umieszczenie zaraz po nich death metalowego Hyperial. Te dwie pozycję zdecydowanie odbiegają od reszty bardzo udanej płyty.

 

Od strony technicznej album jest ładnie wydany, z kolorową wkładką zawierającą krótkie info o zespołach, zdjęcia oraz adresy ich stron internetowych. Rzecz ciekawa i warta uwagi, można się mile zaskoczyć. Wnioskując po zawartości płyty – Warmia i Mazury w znacznej mierze nie mają się czego wstydzić, a jest się nawet czym pochwalić.

 

Tomasz Sulich   PortEL

  • Dyskografia Depeche Mode w polskiej fonografii

    Artykuł „Dyskografia Depeche Mode w polskiej fonografii (oficjalnej i pirackiej)” przedstawia głównie historię wydawnictw Depeche Mode opisaną na podstawie działalności około 60 polskich firm fonograficznych, które wydały w latach 1989-1994 na kasetach magnetofonowych m.in. albumy, single, maxi-single, bootlegi oraz albumy solowe członków Depeche Mode, dostępne ówcześnie m.in. w elbląskich kioskach Ruchu, na rynkach, w sklepach muzycznych umiejscowionych np. w Domu Handlowym „Jantar”, Hali Handlowej „Elzam” czy w sklepach wielobranżowych. 

    czytaj więcej
  • Neandertal

    Grupa powstała na początku lat 90. XX wieku. Pierwsze próby odbywały się w Klubie Środowisk Twórczych „Krypta”, w Kinie Orzeł czy w WOK. W Centrum Sztuki Galeria EL zarejestrowali materiał demonstracyjny pt. „Look And Go Away”. Wkrótce nastąpiły zmiany w składzie. Zespół rozpoczął także prace nad kolejnym materiałem demonstracyjnym pt. „Full Test Of Your Head”. Po tych wydarzeniach nastąpiła kolejna zmiana w zespole, kolejne próby i szlifowanie nowego materiału pt. „Start”.

    czytaj więcej
  • Elbląska fonografia w latach 1974-2015

    W styczniu 2016 r. ukazał się drukiem „Rocznik Elbląski, Tom XXVI”, 2015, Wydawnictwo Wilk Stepowy, Polskie Towarzystwo Historyczne, Biblioteka Elbląska im. C. Norwida. Publikacja zawiera wiele interesujących artykułów np. „Kino w Elblągu w latach 1945-2007” Marka Andrzejewskiego oraz „Elbląska fonografia w latach 1974-2015” Krzysztofa Bidzińskiego w którym przeczytamy w dość obszernym skrócie o 41-letniej historii elbląskiej fonografii na przykładzie dorobku fonograficznego rodowitych muzyków działających lokalnie i na wyjeździe. Sprawdź także uaktualnienie tekstu Elbląska fonografia w XX i XXI wieku.

    czytaj więcej
  • ARS

    Przed założeniem grupy ARS (z łaciny - sztuka) Wojciech Niedzielski muzykował w formacjach Szejtlandy, Depresion. Art Bit w składzie: Wojciech Niedzielski – gitara, trąbka; Jerzy Malicki – piano, puzon; Jerzy Zalewski – bas i Ryszard Rynkowski – śpiew, piano. Występowali m.in. w Zakładowym Domu Kultury „Zamech” przy ul. Stoczniowej. Na zaproszenie Mateusza Święcickiego w 1970 r. wzięli udział w widowisku muzycznym "Gdy zabrzmią trąbek dźwięki...", które odbyło się w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie i Elblągu. Z przedstawieniem występowali również w Kętrzynie oraz innych teatrach do końca kwietnia 1970 r. W 1971 r. Wojciech Niedzielski wraz z Leszkiem Malickim wyjechali do Warszawy i dalej pod szyldem ARS w składzie już elbląsko-warszawskim kontynuowali działalność.

    czytaj więcej
  • LILI LILIANA – „Szczaw”, 2014, (CD)

    Nie jest to przypadek odosobniony, bowiem katalogi polskich niskonakładowych wydawców fonograficznych od lat obfitują w podobnie wydane produkcje. „Szczaw” Liliany to własnoręcznie wykonana okładka (digipack) z szarej tektury, pomalowana (jeszcze pachnie!) w fioletowo-zielone, niby od niechcenia paski z ręcznie wpisanymi danymi. W środku znajdziemy już drukowaną, rozkładaną mini książeczkę z tekstami i zdjęciami tworzącą (biorąc pod uwagę kierunek studiów Ady) filmowe kadry. Grzbiet przewiązano sznurkiem, a może kawałkiem włosów? Lili Liliana oprócz tego, że oczywiście śpiewa (po polsku!), gra na gitarze, perkusji, pianinie, dzwonkach i innych bliżej nie określonych instrumentach, a także odpowiada za produkcję albumu, który został zarejestrowany w domowym studiu.

    czytaj więcej