archiwum

Recenzje

PRZEMYSŁAW RUDŹ – „Self-Replicating Intelligent Spawn”, Generator, 2010, (CD)

Elblążanin na wyjeździe od wielu lat pokazuje, że ma coś do powiedzenia w muzyce elektronicznej spod szyldu Klausa Schultza czy Jean-Michel Jarra z domieszką rocka progresywnego. W latach 90 grał w elbląskiej rock-progresywnej grupie Labirynt. Ich nagranie usłyszymy na kompilacji „TERAZ MY, Reszta Może Poczekać” wydaną przez firmę Heaven w 1994 r. Na swoim koncie ma zarejestrowanych siedem autorskich płyt oraz z Władysławem Komendarkiem (ex-Exodus) album „Unexplored Secrets Of REM Sleep”. Rudź to nie tylko muzyk. Jest także popularyzatorem astronomii, autorem książek i przewodników.


Instrumentalne płyty zwykle nie pozostawiają wyboru. Takie propozycje odbieram jako ścieżki dźwiękowe do filmów, przedstawień teatralnych czy programów telewizyjnych. W tym przypadku zdaje to egzamin, bowiem muzyka proponowana przez Przemka doskonale się do tego nadaje. Od pierwszych dźwięków „Stroll Along The Paths On A Chip” można wyczuć inne światy. W bardziej klimatycznym, zbudowanym na pasażach ambientowych utworze „Neuronal Disorders Inside A Silicon Brain”, harmonicznie dynamicznym „The Race Towards A Knowledge”, „Giant Leap For Mankind” nagrany wspólnie z Dominikiem Chmurskim oraz „Home Again” z Matthew „Sax” Campbellem wyczuwamy typowe stopniowanie napięcia, mieszanie barw, elektroniczne rytmiczne tła. Można zaryzykować twierdząc, że to muzyka relaksacyjna, a z pewnością wskazana do słuchania wieczorową porą. Jednak nie na sen, bowiem na rozbudzenie zaserwowano pigułkę w postaci „Short Message To Tomorrow”, gdzie mocny bit i ciekawa linia melodyczna nie pozwoli Ci zapomnieć, że żyjesz. W swoim czasie muzyka Rudzia mogłaby bez problemu udźwiękowić telewizyjne programy popularnonaukowe typu „Kwant” (w podkładzie emitowano utwór „Equinoxe 5” Jean Michel Jarre'a) czy „Sonda” (Mike Vickers – „Visitation”).

 

Podoba mi się produkcja. Brzmienie syntezatorów oraz pluginy nie trącą plastikową nudą wczesnego MIDI, które można było często spotkać u niektórych twórców spod znaku „El-music”. Rudź poszukuje od lat i trzyma poziom. Chce nawiązać kontakt z obcymi. Wysyła sygnały w przestrzeń i liczy na cud. Nie siedzę namiętnie w tym gatunku muzycznym ale ten album to zdecydowanie produkt eksportowy. Aha...Rudź ma ich jeszcze więcej w zanadrzu.

 

 

Krzysztof Bidziński, www.muzycznyelblag.pl, 31.07.2013